Mapa strony


DEPORTACJE
Z ZIEM POLSKICH DO ZSRR 1940-1941
LOSY POLAKÓW
W GŁĘBI ZSRR


Deportacje 1940-1941

Stan badań

Przebieg deportacji

Liczba deportowanych

Narodowość deportowanych

Status deportowanych

Rozmieszczenie zesłanych

Straty

Charakterystyka deportacji

W spiecposiołkach

Deportacje

Mieszkanie

Ubranie  

Wyżywienie

Praca

Tzw. amnestia

Egzystencja w ZSRR

Wyżywienie

Ubranie

Zakwaterowanie

Syberia w oczach Polaków

W Kazachstanie

Z Ukrainy w 1936 r.

Deportowani 1940-1941


Strona główna

Historia Rosji i ZSRR

Konflikt rosyjsko-czeczeński

System represji w ZSRR

Masowe deportacje w ZSRR

Deportacje Polaków do ZSRR

Polacy w Kazachstanie

Wschodnie losy Polaków

Kresy Wschodnie

Przesiedlenia Polaków z ZSRR

Dzieje myśli politycznej

Z najnowszych dziejów Polski

Z dziejów Wrocławia


Moje publikacje



UBRANIE



Zesłańcy z Polski trafili do rejonów o trudnych warunkach klimatycznych, gdzie przez większą część roku nieodzowna była ciepła odzież. Brak odpowiednich ubrań stał się jednym z podstawowych czynników niezwykle utrudniających codzienne bytowanie. Deportacje miały miejsce w różnych porach roku, a także w różniących się nieco okolicznościach, co nie pozostało bez wpływu na zaopatrzenie zesłańców w ubrania, bieliznę i obuwie. Pierwsza wywózka przypadła na pełnię zimy, w związku z czym w bagażu deportowanych dominowały zimowe ubrania i obuwie oraz ciepła bielizna, ale rychło okazało się, iż odzież ta nie odpowiadała mimo wszystko warunkom klimatycznym, w jakich się znaleźli, nie mówiąc już o jej przydatności do pracy. Szczególnie jaskrawo było to widoczne w przypadku obuwia. Całkowicie niemal brakowało natomiast tym ludziom odzieży i bielizny letniej. Natomiast deportowani w czerwcu, będący uciekinierami z centralnej i zachodniej Polski w ogóle nie dysponowali większymi zasobami odzieżowymi, na ogół posiadali tylko odzież przejściową i letnią, a bogatsi także skądinąd cenne futra, nieprzydatne jednak w tajdze. Jednak nawet relatywnie duże zasoby odzieży nie rozwiązywały problemu, bowiem to, w czym chodzono w Polsce w małym stopniu odpowiadało warunkom na zesłaniu, zwłaszcza zimą. Olbrzymim problemem był brak stosownej odzieży roboczej. Specjalnym przesiedleńcom, w większości skierowanym do prac leśnych, na początku niemal w ogóle takich ubrań nie wydano. Ich własne ubrania były zaś nieprzydatne i szybko ulegały zniszczeniu. W jednym z pamiętników czytamy: "Te ubrania noszone w Polsce nie nadawały się tutaj - płaszcze, kurtki podszyte wiatrem, półbuty i trzewiki w tym kopnym śniegu czy czapki kaszkietówki i kapelusze to było nieprzydatne, krępowało ruchy i nie zabezpieczało przed dotkliwym zimnem. Rękawiczki te z Polski po tygodniu były w strzępach. Tak więc ludzie przeziębiali się, odmrażali sobie ręce, nogi i nosy. Walonki lekkie i ciepłe to było jedyne obuwie w tym klimacie. Watowane spodnie i kurtki oraz czapki uszanki i grube rękawice robocze były dla Polaków tylko marzeniem. Wprawdzie komendant obiecywał, że jak ktoś wyrobi normę i będzie miał pieniądze, to będzie mógł kupić takie ubranie, ale jak na razie było to nieosiągalne". Przydział odzieży roboczej stawał się w rękach komendantów specjalnych osiedli instrumentem wymuszania na zesłańcach wyższej wydajności w pracy. Zaopatrzenie w odzież i obuwie było przy tym polem nadużyć, zakrojonych na wielką skalę.

Przed mrozem zabezpieczano się najczęściej poprzez nakładanie na siebie w kilku warstwach ciepłych ubrań, czasem wszystkich, jakie posiadano. Jednakże największym problemem było zaopatrzenie się w odpowiednie obuwie. Najczęściej nieziszczalnym marzeniem były filcowe walonki, zatem starano się kupować lub samemu robić różnego rodzaju łapcie, jakich niekiedy używała miejscowa ludność. Sytuacja nieco poprawiła się dopiero w drugim sezonie zimowym, kiedy władze radzieckie zapewniły większe dostawy walonek, watowanych spodni i kurtek, czapek i grubych rękawic roboczych, choć wtedy z kolei niemal na wyczerpaniu były już własne zasoby zesłańców. Brak zapasowej odzieży powodował, iż chodzono cały czas w tych samych rzeczach. Nie były one poddawane zabiegom dezynsekcyjnym, a przy niedostatku mydła gospodarczego, które zastępowano ługiem z popiołu drzewnego, rzadko też były solidnie prane. Nic zatem dziwnego, że w większości osad pojawiła się wszawica.