Mapa strony


DEPORTACJE
Z ZIEM POLSKICH DO ZSRR 1940-1941
LOSY POLAKÓW
W GŁĘBI ZSRR


Deportacje 1940-1941

Stan badań

Przebieg deportacji

Liczba deportowanych

Narodowość deportowanych

Status deportowanych

Rozmieszczenie zesłanych

Straty

Charakterystyka deportacji

W spiecposiołkach

Deportacje

Mieszkanie

Ubranie

Wyżywienie  

Praca

Tzw. amnestia

Egzystencja w ZSRR

Wyżywienie

Ubranie

Zakwaterowanie

Syberia w oczach Polaków

W Kazachstanie

Z Ukrainy w 1936 r.

Deportowani 1940-1941


Strona główna

Historia Rosji i ZSRR

Konflikt rosyjsko-czeczeński

System represji w ZSRR

Masowe deportacje w ZSRR

Deportacje Polaków do ZSRR

Polacy w Kazachstanie

Wschodnie losy Polaków

Kresy Wschodnie

Przesiedlenia Polaków z ZSRR

Dzieje myśli politycznej

Z najnowszych dziejów Polski

Z dziejów Wrocławia


Moje publikacje



WYŻYWIENIE



Podstawową rolę w wyżywieniu zesłańców odgrywał chleb. Był dobrem pożądanym i najczęściej deficytowym. Jego dostępność określała poziom wyżywienia. Decyzje o wielkości jego przydziałów chleba miały zasadnicze znaczenie, bowiem tylko w nielicznych wypadkach można było nabywać go w dowolnej ilości. W specjalnych osiedlach czarny chleb był sprzedawany według ściśle określonych norm, wynoszących 0,4-1 kg dla osób pracujących i 0,2-0,5 kg dla niepracujących. Niekiedy przydziały uwzględniały rodzaj wykonywanej pracy: były większe dla ciężej pracujących, mniejsze dla wykonujących czynności lżejsze lub pomocnicze. Czasem zwiększając wielkość przydziału nagradzano przekraczających normy produkcyjne, a zmniejszając ją karano osoby nie potrafiące wykonać wyśrubowanych zadań. System reglamentacji chleba w osiedlach specjalnych podobny był do sposobu przydzielania żywności w poprawczych obozach pracy. Prawo do zakupu chleba nie było równoznaczne z automatyczną możliwością jego nabycia. Jego sprzedaż odbywała się w kioskach bądź sklepikach, z reguły po południu lub wieczorem, ale już znacznie wcześniej ustawiały się ogromne kolejki, nie było bowiem gwarancji, że chleba dla wszystkich wystarczy. Zadanie zajęcia dogodnego miejsca w kolejce spadało zazwyczaj na dzieci. Tam gdzie w osiedlu punktu sprzedaży nie było, zesłańcy po pracy musieli kilka kilometrów, w zimie nawet przy 40-stopniowym mrozie, iść do najbliższego sklepiku. W mniejszych osiedlach, w których nie istniały piekarnie, z dowozem chleba bywało bardzo różnie. Zwłaszcza w osadach leśnych, gdy w czasie roztopów drogi stawały się nieprzejezdne, a wezbrane rzeki uniemożliwiały transport wodny, braki pieczywa bywały częste. Pieczywo na ogół nie cieszyło się dobrą opinią zesłańców. Była to "ciężka, kleista masa", "czarny jak smoła, lepki jak kit, zakalcowaty i kwaśny". Wilgotny chleb był bardzo ciężki, w związku z tym po rozkrojeniu bochenka całodzienna porcja miała ledwie kilka centymetrów grubości. Wobec niedostatku pożywienia czy wręcz głodu każdy jednak zjadał chleb jak najlepszy przysmak.

W wielu specjalnych osiedlach działały stołówki. Do korzystania z nich uprawnione były zarówno osoby pracujące, jak i ich rodziny. Przygotowywane tam były na ogół posiłki dwudaniowe, niemniej większość Polaków nie mogła sobie pozwolić na kupno pełnego obiadu dla wszystkich członków rodziny. Wybierano najczęściej tylko zupę, a i tak względy finansowe nie zawsze pozwalały zakupić wszystkich przysługujących porcji. Ceny zupy wahały się od 30 kopiejek do nawet 2 rubli za porcję. Oferta dań była niezwykle uboga. Podawano zupę z ryb, kapuśniak, krupnik bez ziemniaków; bądź barszcz. Zupy te najczęściej były mało pożywne, bardzo rzadkie, często pozbawione nawet odrobiny tłuszczu. Znacznie rzadziej kupowano drugie dania. Najczęściej spożywaną potrawą była kasza, zazwyczaj owsiana z dodatkiem oleju i niekiedy kawałkiem ryby. W Komi na jedną porcję obiadową przeznaczano kilkadziesiąt gramów solonej ryby, 25 g kaszy i 10 g tłuszczu. Gdzieniegdzie podawano tłuczone ziemniaki, nader rzadko jakieś dodatki np. kiszoną kapustę. Dania mięsne pojawiały się niezwykle rzadko i były drogie. Te skromne ilości pokarmu zmniejszały się jeszcze w wyniku kradzieży dokonywanych przez personel kuchni. Sporadycznie tylko do zupy dodawano kawałki mięsa, najczęściej końskiego. Potrawy przygotowywano z nie zawsze świeżych składników, w pomieszczeniach pod względem sanitarnym pozostawiających nader wiele do życzenia. Również w stołówkach (choć, jak się wydaje nieco rzadziej niż w sklepach) tworzyły się kolejki, nie zawsze bowiem potrawy gotowane były w ilości wystarczającej dla wszystkich uprawnionych.

Zesłańcy przygotowywali posiłki także samodzielnie. Jako półprodukty wykorzystywane były wielokrotnie dania stołówkowe. Kupowano np. zupę na wynos, by zanieść ją do miejsca zakwaterowania i po rozcieńczeniu - by starczyło na więcej porcji - spożyć z rodziną. Czasem tylko udawało się dodać do niej jakieś ziemniaki czy inne jarzyny lub nieco mąki. Przygotowywano też potrawy całkowicie we własnym zakresie. Były to najczęściej rozmaite placki, głównie przyrządzane z łupin ziemniaczanych bądź otrąb owsianych, namiastki zup z zebranych w okolicy dzikich roślin itp.

W specjalnych osiedlach zesłańcy mogli teoretycznie nabywać artykuły żywnościowe w sklepach. Wybór towarów był jednak nader ograniczony. Nawet w urzędowym sprawozdaniu przyznawano, iż "na półkach [...] widzi się jedynie kilka bochenków chleba, zapałki, machorkę i parę kawałków zwykłego mydła". Najczęściej sklepik taki pełnił jedynie funkcję rozdzielni, w której raz na jakiś czas można było nabyć chleb, kaszę, olej roślinny, niekiedy sól - wszystko wedle ustalonych norm ilościowych po dość niskich cenach urzędowych. Znacznie wyższe były ceny na bazarach i nawet jeśli zesłańcy mogli tam dokonywać zakupów, to bariera cenowa czyniła to źródło zaopatrzenia dostępnym jedynie sporadycznie (np. 1 kg ziemniaków kosztował 2,5 rubla, litr mleka - 5 rubli, a 1 jajko - 2 ruble).

Ważnym źródłem żywności był handel z miejscową ludnością, jednak jej siedziby z reguły były oddalone, a zesłańcy nie mogli opuszczać osiedla bez zezwoleń, na ogół wydawanych rzadko i niechętnie. Wyprawa bez zezwolenia komendanta kończyła się zaś często nie tylko konfiskatą nabytych artykułów, ale również karą kilkudniowego aresztu. Tam jednak, gdzie komendanci dopuszczali takie przedsięwzięcia, handel - zwłaszcza w początkowym okresie, gdy zesłańcy dysponowali jeszcze atrakcyjnymi dobrami - przybierał znaczące rozmiary. Jedna z deportowanych wspominała: "Handlu z miejscową ludnością nie broniono. Największy popyt miały garnitury męskie i bielizna damska. Bardzo też były poszukiwane zegarki. Kosztowności atoli i złota zbyć się nie dawało, gdyż ludność była za bardzo uboga na ich kupowanie a rząd sowiecki zabraniał noszenia klejnotów. Jakieś guziki świecące wywoływały atoli tak wielki zachwyt, że chciano je odpruwać od sukni i kupować na sztuki jako broszkę. Miejscowe kobiety nawet żony urzędników paradowały na ulicach i tanecznych zebraniach w damskich koronkach nocnych nabytych u zesłańców". Zesłańcy nabywali przede wszystkim ziemniaki, mleko dla dzieci, ziarno, mąkę, jajka, twaróg, niekiedy warzywa, znacznie rzadziej produkty droższe jak tłuszcze czy mięso. Miejscowa ludność najchętniej kupowała od zesłańców obuwie, odzież, bieliznę, pościel.

Od lata 1940 r. do wiosny 1941 r. ważnym źródłem zaopatrzenia zesłańców były paczki przysyłane z Polski. Niektórzy otrzymywali je w miarę regularnie, inni tylko sporadycznie. Stosunkowo najwięcej paczek przychodziło na Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia. Odebranie paczki niejednokrotnie wymagało pokonania wielu trudności, zwłaszcza gdy trzeba było po nią udać się do urzędu pocztowego oddalonego nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Wymagało to uzyskania odpowiedniego zezwolenia, zwolnienia z pracy i zorganizowania wyprawy. Jeśli przesyłka docierała bezpośrednio do osiedla, od postawy komendanta zależało, czy wydał paczkę zesłańcowi i jakich przy tej okazji dokonał nadużyć. Nieocenione znaczenie miały uzyskane tą drogą wiktuały: mąka, kasza jęczmienna lub kukurydziana, makaron, fasola, cebula, cukier, słonina lub boczek wędzony, topione masło, grysik, cukierki, rzadziej kiełbasa czy suszone mięso, a także artykuły przemysłowe (odzież, bielizna, pościel, guziki, świece, igły, mydło i proszek do prania), które służyły nie tylko częściowemu zaspokojeniu potrzeb zesłańców, ale były też atrakcyjnym przedmiotem wymiany na żywność. Według zgodnej oceny zesłańców paczki te przyczyniły się do przetrwania pierwszej zimy, niebagatelna była także ich rola w podtrzymaniu ducha i woli przetrwania, dowodziły bowiem, że zesłańcy nie zostali opuszczeni i zapomniani.

Ponieważ głód lub jego groźba stale towarzyszyły zesłańcom, poszukiwano wszelkich możliwych sposobów uzupełnienia zasobów żywnościowych. Nieocenionym ich źródłem była przyroda: tajga, pobliskie rzeki czy jeziora dostarczały wielu składników pożywienia, choć ich pozyskiwanie, a później przetwarzanie wymagało pewnego znawstwa, doświadczenia i przede wszystkim czasu. Toteż zajmowali się tym głównie niepracujący członkowie rodzin zesłańczych.